Szablon pobrany z

http://zaczarowane-szablony.blogspot.com/

piątek, 26 kwietnia 2013

Prolog

          Mury szkoły przypominały mi o tych wszystkich wspaniałych latach w Doncaster. Nic się nie zmieniło. Stary budynek wyrobiony z czerwonej cegły, a w nim tysiące okien i jedna ogromna wieża z zegarem, który wskazywał właśnie godzinę 12.00. 

          Idąc korytarzem podziwiałem stare zdjęcia, medale i puchary. Wszystko stoi jak nienaruszone. Na jednym ze zdjęć ujrzałem siebie wraz z kolegami podczas ogniska na zakończenie szkoły. Nie sądziłem, że takie zdjęcia jeszcze tu będą. Ogromne drzwi, zza których dobiegał dźwięk muzyki operowej. 
- Louis, w końcu jesteś. Chodź już się zaczęło.-usłyszałem głos przed sobą. Mama...Nie widziałem jej chyba wieki. Te trasy koncertowe są naprawdę...męczące. Posłałem jej tylko ciepły uśmiech i wszedłem do ogromnej sali z tysiącem krzeseł i jedną ogromną sceną. Całe pomieszczenie było w kolorze niebieskim przed światła padające ze sceny. Usiadłem z mamą w pierwszym rzędzie, a po chwili zorientowałem się, że obok mnie siedzi dziadek. Uśmiechnąłem się do niego i wychyliłem głowę przed mamę. No tak. Obok niej siedziały Daisy, Phoebe i Lottie. Pomachałem im lekko, aż poczułem łokieć wbijany w moje żebro. 

- Louis, uspokój się. To ważny dzień dla twojej siostry. Ludzie patrzą.-starała się mówić cicho, lecz raczej jej to nie wyszło. Wzruszyłem ramionami i skierowałem swój wzrok na scenę. W jednym rzędzie stało około 10 dziewczynek w białych, baletowych strojach, w tym też moja siostra, a w środku jedna. Najwyraźniej starsza od nich. W moim wieku? Próbowałem się jej przyjrzeć, lecz dziewczyny zaczęły wirować po całej scenie. Ich nogi były dosłownie wszędzie. Po skończonym show, dziewczyny zeszły ze sceny, a mama pociągnęła mnie wraz z siostrami za kulisy. Gdy siostra mnie zauważyła, natychmiast rzuciła się w moje ramiona. Przytuliłem ją do siebie i usłyszałem za sobą czyiś głos. 
- No proszę, słynny Louis Tomlinson, przyjechał na występ swojej kochanej siostrzyczki. Nieźle się pan stara.-obejrzałem się za siebie i zauważyłem ją. Tak, to dziewczyna ze sceny. Opierała się o futrynę drzwi i miała założone ręce na piersi. 
- Mimo tylu koncertów, staram się być jak najlepszym bratem.-odparłem i wypuściłem z objęć siostrę.
          Wychodząc zza kulis, zobaczyłem fanki. Wszędzie je wyczuję. Koszulki z członkami zespołu, kartki i długopisy i aparaty. Czyżby nawet w swoim rodzinnym mieście, gdy chcę spędzić czas z rodziną muszą tu być? Proszę, ja chcę do domu, do swojego domu w Londynie, proszę. Gdybym jeszcze umiał się teleportować...